Moja podróż w tamte regiony rozpoczęła się całkiem niewinnie - chciałem zdobyć napar z pazurów Sowy Ziemnej, która zamieszkuje pustynię Mohave. Receptura wywaru jest przekazywana z pokolenia na pokolenie przez członków starszyzny plemienia Mohave i jest ściśle tajna. Jadąc swoim jeepem po pustyni zauważyłem w oddali kilkuosobową grupkę ciemnoskórych ludzi napełniającą gliniane baniaki wodą z bijącego źródła - to musieli być oni. Wysiadłem z jeepa i zacząłem iść w ich stronę. Byli przyzwyczajeni do ciągłej obecności cywilizacji więc nie przestraszyli się. Powiedziałem do nich: "Prowadźcie mnie do szamana, muszę od niego dostać napar z pazurów búho tierra!" (búho tierra to sowa ziemna w ich języku). Jednak tubylcy nie należeli do ludzi bezinteresownych. Jeśli zaprowadziliby mnie do wioski nic by na tym nie zyskali. Musiałem dać im coś w zamian. Szybkim ruchem sięgnąłem do mojej torby podróżnej po czym wyciągnąłem moją srebrną zapalniczkę i ją zapaliłem. Indianie odskoczyli. Jeden z nich powoli się zbliżył i wystawił rękę ku ogniowi. Oparzył się. W mgnieniu oka studził palce w strumieniu, z którego niedawno nabierał wodę. "Fuego mágico!" - wykrzyczał jeden z nich, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "magiczny ogień". Rzuciłem zapalniczkę do tubylca, który wyglądał na przywódcę grupy i powiedziałem "Umowa stoi?".
Tutaj zakończę dzisiejszy wpis. Ciągle jestem zmęczony po ostatnich badaniach szwedzkiego kurhanu Håga, o którym napiszę już niedługo. Mam nadzieję, że podobały wam się moje wypociny. Zapraszam do komentowania!
czarnoskórzy Indianie?
OdpowiedzUsuń@Matix849 - Indianie z plemienia Mohave dużo czasu spędzali na słońcu więc do ich typowo indiańskiej czerwonej cery doszło trochę czarnego koloru.
OdpowiedzUsuń